Blog

Uwaga, uwaga! Widzę po statystykach, jak sracie na okoliczne działy, więc przypominam, że mój blog, to nie tylko blog - to również kącik filmowy, kącik muzyczny, rysowanki, a teraz jeszcze facefuck. Wszystko dostępne zarówno z nawigacji, jak i z tego miejsca, co na nie właśnie patrzycie (dopóki go nie usunę).

Naprawdę dobry klej

Data dodania: Niedziela, 1 marca 2020, 01:42

Stało się - przestałem w końcu udawać, że jest inaczej, i kupiłem samochód dla frustratów z małym kutasem (naprawdę - sam tak powiedziałem, gdy go kupowałem, a już tydzień później miałem awanturę na ulicy i tak właśnie nazwała mnie jakaś pani z innego samochodu: "po co to wszystko, uważa się pan teraz za kogoś lepszego? Jest pan obrzydliwy i musi pan mieć bardzo małego", to nie może być przypadek). Ale to tylko wprowadzenie do historii, bo tak naprawdę nie samochód jest najważniejszy, tylko to, co kupiłem razem z nim.

Gdy dojechałem do domu, zauważyłem, że w środku była przyklejona taka wielka blaszana rzecz z wizerunkami Maryjki i chyba Jezuska, albo może św. Krzysztofa, a do tego wygrawerowane jakieś napisy. Prawdopodobnie modlitwa, ale nie mogę tego sprawdzić teraz, bo rzeczy nie mam przy sobie, a piszę z głowy, bo przeglądam zdjęcia w telefonie i znalazłem coś, co muszę wam pokazać.

Z panią Bozią od dawna się nie lubimy, więc nie będę jej woził za friko. Dwustukonne dwa i pół litra w automacie pali od skurwysyna i jak się chce jeździć, to się trzeba ruchać albo dorzucać do paliwa, a że ja nie umiem ruchać, a pani Bozia-pasożyt nie chce płacić, to czym prędzej ją oderwałem. Jebana, trzymała się mocno, ale w końcu poszło. Naprawdę dobry klej.

Tak czy siak, mimo naszego (wzajemnego) nielubienia się, mam jakiś tam szacunek do tego, że pani Bozia może się lubić z kimś innym, więc nie wyjebałem jej na śmietnik, tylko pomyślałem, że oddam poprzedniemu właścicielowi lub komuś innemu, jak poprzedni właściciel nie będzie chciał, poza tym wyjebywanie pani Bozi do śmietnika jest po prostu nieładne, nawet, jak się jej nie lubi (raz tylko po pijaku zerwałem Jezusa ze ściany i wyjebałem go do kibla, bo mnie wkurwił, ale to historia na kiedy indziej).

Wysiadłem z samochodu i wniosłem świeżo oderwaną panią Bozię do domu, a że nie wiedziałem, co z nią zrobić do czasu oddania, to rzuciłem na łóżko, żeby zająć się tym później – oczywiście, przeleżała tam prawie cały dzień, bo zawinęła się w pościel niczym w całun turyński, przez co o niej zapomniałem i zająłem się sobą.

Wieczorem poszedłem na małe myju-myju, gdzie umyłem między innymi dupę oraz fiuta (tego małego), po czym świeży i pachnący wracam do pokoju, gołą dupą i gołym fiutem siadam na łóżko i nagle czuję dziwny chłód, jak gdybym usiadł na jakiejś wielkiej blaszanej rzeczy. Wstaję, a ta rzecz wstaje razem ze mną, bo najwyraźniej przykleiła mi się do umytej dupy. "Kurwa, co to?" - myślę.

Obracam się, ale nie sposób zauważyć, na dotyk nie poznaję, a tak intryguje, że szkoda oderwać w ciemno, więc idę do lustra i wtedy dopiero widzę, "pani Boziu, ach, to ty!". Tak mi się to spodobało, że aż sobie zrobiłem pamiątkowe zdjęcie i dopiero wtedy oderwałem. Jebana, trzymała się mocno, ale w końcu poszło. Naprawdę dobry klej.

Nie mam pojęcia, jak te pizdy z Instagrama się same fotografują, próbowałem na kilka sposobów i nie potrafię wyraźnie sfotografować własnej dupy, musi wam wystarczyć tak, jak jest (w zamian widać kawałek jaj).

Komentarze

Nikt jeszcze nie napisał komentarza - możesz być pierwszy.

Jeśli chcesz, możesz wystawić ocenę

Lajkuj, bądź na bieżąco: Attention Whore na Facebooku

wróć na górę ^