Blog

Uwaga, uwaga! Widzę po statystykach, jak sracie na okoliczne działy, więc przypominam, że mój blog, to nie tylko blog - to również kącik filmowy, kącik muzyczny, rysowanki, a teraz jeszcze facefuck. Wszystko dostępne zarówno z nawigacji, jak i z tego miejsca, co na nie właśnie patrzycie (dopóki go nie usunę).

Świata ciekawy, chuj pierdolony

Data dodania: Sobota, 6 maja 2017, 03:02

Właśnie pobiłem własny rekord - wpis sylwestrowy 2016/2017 publikuję w... grudniu 2017. Oto on!

Po czym poznać no-life'a, blogera-programistę? Na przykład po tym, że nie ma kolegów i wszędzie łazi z laptopem, a jedyne, co potrafi, to chlać, programować i pisać o ruchaniu – samo życie, ale jak tak, to po co mam siedzieć w domu, skoro mogę to robić gdziekolwiek (tym bardziej, że ja przecież nie mam domu)?

Kolejność według kolejności, czyli zgodnie z byciem. Przy okazji powinna się też trochę jakby usprawiedliwić rzadkość moich publikacji (chodzi o ich częstotliwość, nie gównianość, chyba).

Gdańsk - marzec, lipiec, wrzesień, październik

Mój nadmorski kolega dostał od żony kupon na skok ze spadochronem, ale zbierał się do tego tyle, że po ponad roku potrzebna była interwencja.

Dobra, kurwa, dowiedz się, czy ten twój skok jest jeszcze ważny i rezerwuj też dla mnie. Przyjeżdżam za tydzień

Sopot - marzec, lipiec, wrzesień

Kurwy, Monciak i opera, do której trzeba kupić bilet nawet wtedy, kiedy nikt nie śpiewa.

Gdynia - marzec, wrzesień, październik

Wszyscy tylko Gdańsk i Sopot, a na Gdynię to się chyba tak jakby trochę sra. Ot, port, klub muzyczny i smród ryby.

Nasielsk - czerwiec

Cicho, zielono, pizzerię mają. Wracałem z taką jedną dupą, co się tak nachlała, że musiałem jej furę odprowadzić, a do tego w drodze dostała jeszcze takiego zajebistego okresu, że sobie całe spodnie krwią upierdoliła. Wyglądała jak malarz, a w całym samochodzie jebało rybą i starą szmatą.

Marbella, Hiszpania - czerwiec

Mijas, Hiszpania - czerwiec

Na lotnisku zapomniałem o zdjęciu paska, a że jestem fleja i urwałem guzik od swoich turystycznych - za dużych i za długich - spodenek, to zrobiło się zabawnie.

- Proszę wyjąć pasek i podnieść ręce do góry.
- Nie mogę, bo jak teraz puszczę spodnie, to ta kontrola zrobi się zbyt osobista.

Największy minus Hiszpanii jest taki, że większość miejscowych kobiet, to grubaśne karły z wąsami.

Borowo - sierpień

Tobołowo - sierpień, grudzień

O Tobołowie już raz pisałem. Wracam tam co jakiś czas, żeby pojeździć na rowerze, bo mam takiego hopla, co polega na tym, że lubię jeździć w kompletnej ciszy i nie słyszeć nic, poza pracą roweru, a najlepsze do tego warunki są tam, gdzie nikogo nie ma - w lesie, szczególnie w nocy.

Suwałki - sierpień, grudzień

Podlaska wiocha, kiedyś miasto wojewódzkie, do zwiedzenia w godzinę (tylko dlatego, że mają galerię handlową, normalnie to w pół). Wpadłem do klubu "Brama" - zachęciła mnie najchujowsza ulotka, jaką w życiu widziałem, ale już od progu wiedziałem, że to dobre miejsce, bo akurat ochrona rzucała o podłogę jednym z gości.

Mniej więcej tutaj wybuchła mi chałupa, więc uznałem, że skoro już i tak nie mam domu, to mogę poza nim spędzać jeszcze więcej czasu. I zaczęło się!

Płociczno - sierpień, grudzień

Miałem się wybrać w podróż wąskotorówką i niewiele brakowało, a pożar pokrzyżowałby plany, ale jeszcze dobrze nie wystygło, a następnego dnia już o:

Mrągowo - sierpień

W Mrągowie co jakiś czas odbywa się festiwal country - na szczęście pojechałem tam w innym terminie i mogłem posiedzieć w spokoju, bez słuchania tego wiejskiego pizgania.

Budapeszt, Węgry - sierpień

Wypierdalaj mi z kadru, bo jeszcze ktoś pomyśli, że z tobą podróżuję.

Mieli jakiś festyn, chyba z okazji święta narodowego. Niedaleko stoiska z ciastkami przechodził facet z dziurą po tracheotomii i akurat, jak go mijałem, to odchrząknął, po czym przez tę dziurę wypluł na dłoń gigantyczną flegmę - najobrzydliwsza rzecz, jaką w życiu widziałem (poza kobietą z nadwagą), bawi za każdym razem, gdy sobie o tym przypomnę.

Moje turystyczne - za duże i za długie - spodenki.

Jako bonus - moja stopa po pierwszym dniu zwiedzania programowania, chlania i pisania o ruchaniu. Była tak brudna, że postanowiłem jej nie myć, żeby przez noc najpierw trochę wytarła się w kołdrę.

Wrocław - sierpień

Nie lubię Rammstein ani nie słucham Rammstein, ale kolega się nachlał i po pijaku zarezerwował bilety, hotel oraz samolot dla siebie i swojej żony - a że żona mu nagle zaszła w ciążę i odmówiła udziału w imprezie, to odkupiłem bilety i pojechałem na zastępstwo. Nie żałuję.

Łódź - sierpień, listopad, grudzień

Łódź, kurwa. Miasto, w którym momentalnie można się zgubić, bo wszystko wygląda tak samo - jak slumsy plus Piotrkowska. Nie wiem, jak tam można mieszkać, bo po godzinie chce się pierdolnąć samobója. Myślałem, że moje wrażenie sprzed dziesięciu lat było mylne, ale to miasto jest tak samo obrzydliwe, jak było, tylko wtedy mieli więcej gówien na chodnikach.

Bardzo dobrze pasuje tam mój flejowsko-menelski outfit turystyczny.

Karlskrona, Szwecja - wrzesień, październik

Do Szwecji popłynąłem dwa razy – raz, żeby kupić słynne Surströmming, a drugi raz po coś innego.

Z całą tą wycieczką wiążą się wspomnienia tak wyjątkowe, że opiszę ją osobno, wkrótce lub niebawem.

Toruń - wrzesień

Pojechałem do Torunia, bo myślałem, że nigdy tam nie byłem, a okazuje się, że byłem, tylko zapomniałem. Mają pomnik srającej kobiety.

Szczecin - wrzesień

Gochwa to taki ananas, co tak naprawdę ma na imię Gocha, ale prywatnie i tak wołam na nią po nazwisku, bo jest zajebiste. Ćpun, sportowiec, alkoholik i towarzysz podróży (choć nie wszystkich). No i puściłem tej Gochwie piosenkę "Rucham kurwy z moją dziewczyną" i tak się spodobało, że w euforii rzuciła "załatw mi audiencję u Winiego". Wtedy jeszcze nie wiedziała, że mogę takie wyzwania potraktować zbyt serio, poza tym uznałem, że to w zasadzie bardzo dobry pomysł, co mogło skończyć się tylko w jeden sposób.

Proszę państwa, oto on - Winicjusz Bartków, jeden na chuj wie co.

Kim jest Wini? Wini to przede wszystkim raper (niektórzy mówią, że jest polskim Bizarrem), producent muzyczny i właściciel wytwórni "Stoprocent" - szerzej pisałem o nim już trzy lata temu i od tamtej pory mój zachwyt nie zmalał, a prywatnie okazał się równie świetnym człowiekiem, co muzykiem.

Kto słuchał jego twórczości, ten na pewno wie o miłości do jedzenia i "Range Roverze za 300 tysi" - no, to załatwiłem nam audiencję taką, że Winicjusz podjechał tym Range Roverem pod hotel, wywiózł nas kilkadziesiąt kilometrów od Szczecina do restauracji, potem na plażę, gdzie kręcił teledysk do "Rzucam", odsłuch niepublikowanego materiału, a na koniec po płycie, autografie i spierdalać.

Gochwa zapomniała, że ma obwisłe cyce i podwinęła bluzkę nie z tej strony, przez co autograf wyszedł trochę za wysoko, ale kogo to.

Tallinn, Estonia - wrzesień

Tartu, Estonia - wrzesień

Estonia to piękny kraj o wyglądzie Suwałk, liczbie ludności Warszawy i wielkości Mazowieckiego (województwa, nie byłego premiera), całość można przejechać autobusem w dwie godziny. Zawsze myślałem, że to takie tanie ruskie, ale najwyraźniej pałę z geografii miałem zasłużoną, bo bliżej im do Skandynawii i wcale nie jest tanio.

Najgorsze jest to, że leci się tam takim trupem, że posrać się można jeszcze zanim wystartuje, wystarczy wsiąść i trzeszczy jak dziewczyna mojego kolegi, a wszystko wygląda, jak z odzysku po katastrofie smoleńskiej. Zresztą mój fotel chyba nawet jeszcze śmierdział cipką Marii, a już na pewno miał ślady po upławach (pewnie dlatego bilety takie drogie).

Praga, Czechy - listopad

Czesi wynaleźli chyba maszynę czasu, bo wszystko wygląda, jakby zatrzymali się w latach '90 - duże fiaty, stare tramaje, fryzury jak z "12 groszy" Kazika i męskie kolczyki-kółeczka. W restauracjach nie ma światła lub jest bardzo słabe, do tego można palić przy jedzeniu (ale tylko po godzinie 14:00), więc knedliczki wpierdala się po ciemku i w smrodzie.

Zatrzęsienie żółtków, na dwadzieścia sklepów w dzięwiętnastu obsługiwał mnie Chińczyk (w jednym turas) i innych sklepów tam nie ma, nie ma! Kurwa, gdybym chciał zwiedzić chińską dzielnicę, to bym pojechał do Wólki Kosowskiej. Siedzi taki ryżojad w kraju dwadzieścia lat, a nie potrafi powiedzieć ani słowa, wchodzę, pytam go, czy ma Absynt, a on mi pokazuje tabliczkę na drzwiach, że sklep w sobotę jest czynny do godziny 20.

Kutna Hora, Czechy - listopad

Kutna Hora to taka wiocha, w której Czesi zbudowali sobie kaplicę z kości i czaszek, a my mieliśmy dobre wyczucie, bo akurat wykopywali kolejnego trupa.

Wiedeń, Austria - listopad

Kraj faszystów, pochodzenia Hitlera już mnie nie dziwi. Zaparkowałem pod hotelem, na ulicznym parkingu wśród innych samochodów, a po niecałej godzinie miałem blokadę na kole oraz pięć mandatów po 36€, łącznie 150€, za... parkowanie.

Zamiast zwiedzać chlać, programować i pisać o ruchaniu, musiałem lecieć w środku nocy na faszystowski komisariat, żeby mnie nie odholowali, i przestawiać furę na jeden z prywatnych parkingów.

Spierdalałem stamtąd czym prędzej, przed wyjazdem za karę opierdziałem im cały hotel, sklep i komisariat, ale za to już w pełni rozumiem Fritzla – jak raz tam zaparkował, to już na kurwy nie starczyło i musiał sobie własne wyhodować.

Bratysława, Słowacja - listopad

Słowacja to takie drugie Czechy, tylko bardziej słowackie i nikt tam jeździ, odkąd wprowadzili euro.

Kraków - listopad

Starówka, trupy Kaczyńskich i smród.

Augustów - grudzień

Normalnie to nikt w grudniu do Augustowa nie jeździ, ale lepiej późno, niż wcale. Zwiedziłem letni ośrodek wczasowy, który zimą jest nieczynny, przy okazji odwiedziłem też słynnego "Albatrosa", tylko siedem dziewcząt gdzieś akurat spierdoliło.

Wilno, Litwa - grudzień

Austria miała być ostatnim zagranicznym tripem w tym roku, ale parkingowa wtopa w Wiedniu była za duża, żeby z nią wchodzić w nowy rok, musiałem sobie odbić na parkowaniu w Wilnie.

Zalew Zegrzyński - grudzień

Pojechaliśmy nad Zegrze, żeby pojeździć trochę na deskorolce, ale okazało się, że nie ma po czym, bo nawet woda nie zamarzła.

Zalesie Górne i Kampinos - grudzień

Dostałem od pani Bozi wiatrówkę!

Supraśl - grudzień

W Supraślu wdepnąłem w gówno i jebało w całym samochodzie.

Białystok - grudzień

I choćbym się posrał, to już więcej w 2016 nie wyjadę, bo z miasta Kononowicza wróciłem rok później. W 2017 weszliśmy optymistycznie, bo śpiewał nam Stachurski, a w Gołębiewskim mają apartament ze świetnym widokiem na śmietnik.

Wnętrze urządziliśmy adekwatnie do zewnętrza.

No i o, chyba wszystko. Podobno większość ludzi nigdy nigdzie nie wyjechała, więc większościo: nie martw się, nadrobiłem za ciebie.

Kilkadziesiąt hoteli, hosteli, noclegowni, stancji, domów, domków, pokojów, restauracji, jadłodajni, stołówek, barów, knajp i zapiekanek na stacjach benzynowych, kilkanaście tysięcy kilometrów, kilkaset litrów paliwa i godzin w samochodzie, na lotniskach, w portach, samolotach i na statkach.

I po co mi to wszystko? Bo już i tak chodzę wiecznie wkurwiony, więc jak będę zdychał, to nie chcę się dodatkowo wkurwiać, że całe życie przepierdziałem w wyrze.

Nerwica, kompulsywne wyjeżdżanie.

Kurwa, ten wasz samochód wygląda, jakby w nim bezdomni zamieszkali.

Komentarze

  • Piątek, 7 sierpnia 2020 [01:29] plattentionwhore.pl

    @gdrhg bardzo chcę i nawet czeka dużo materiału, ale kurwa - jakoś nie mogę się za to zabrać

    #
  • Poniedziałek, 29 czerwca 2020 [09:30] plgdrhg

    pisz coś kurwiu mały

    Ocena: 5#
  • Wtorek, 17 września 2019 [16:46] plattentionwhore.pl

    @ja: trochę tak, ale już kiedyś pisałem, że umrze na pewno dopiero wtedy, gdy domena zdechnie - tak długo, jak ją opłacam, wciąż jest nadzieja

    #
  • Piątek, 30 sierpnia 2019 [10:02] plja

    Chyba blok umar.

    #
  • Wtorek, 27 listopada 2018 [23:51] plattentionwhore.pl

    powoli przymierzam się do publikacji pracy, której poświęciłem ostatnie dwa lata życia i ogromem przyćmi wszystko, co do tej pory tu opublikowałem - zaglądaj co jakiś czas i daj znać, czy nie kłamałem (tylko jeden banan może nie wystarczyć)

    #
  • Piątek, 23 listopada 2018 [09:42] plfraver

    Ojapierdole, ja jebie, ale zajebisty w chuj blog, no nie mogę, prze chuj. Gdybym miał mieć dziecko i wróżka powiedziałaby mi, że będzie tak pisać, jak autor tego bloga, to może bym nawet nie chciał usunąć. A jakbym miał ostatni hajs i do wyboru rzucić go autorowi, żeby miał co jeść albo samemu sobie kupić banana, to bym wpierdalał banana i czytał tego bloga. No zajebisty naprawdę. Szacun.

    Ocena: 5#
Średnia ocena: 5

Jeśli chcesz, możesz wystawić ocenę

Lajkuj, bądź na bieżąco: Attention Whore na Facebooku

wróć na górę ^