Blog

Uwaga, uwaga! Widzę po statystykach, jak sracie na okoliczne działy, więc przypominam, że mój blog, to nie tylko blog - to również kącik filmowy, kącik muzyczny, rysowanki, a teraz jeszcze facefuck. Wszystko dostępne zarówno z nawigacji, jak i z tego miejsca, co na nie właśnie patrzycie (dopóki go nie usunę).

B, jak ...

Data dodania: Środa, 3 maja 2017, 17:13

"B, jak ...", to kolejne opowiadanie ze zwyrolsko-alfabetycznej serii "Zwyrolfabet". Nikt nie wierzył, że w ogóle powstanie więcej niż jedno, ale że powstało więcej, niż dwa, to już w ogóle szok i niedowierzanie, nawet dla mnie.

Momentami może nawet i jest infantylne (jak większość dowcipów o sraniu), ale z wielu powodów "B" jest jednym z moich ulubionych i najważniejszych w serii. No, jest też częściowo walką z własnymi demonami, a wspominałem o nim jednym zdaniem już rok temu w końcówce tego wpisu.

B, jak Bukkake

- Jak mi pies nasra na dywan, to zawsze wołam kilku sąsiadów z bloku i robimy mu bukkake. Próbowałem już wszystkiego - wycieranie gówna pyskiem, bicie, kopanie, krzyki - nic nie działa... Nawet przenosiłem mu gówno z dywanu do miski, powiedziałem, że nie będzie jadł nic innego, dopóki nie nauczy się srać - i znów nasrał. - Pan Właściciel przerwał na chwilę, by wziąć łyk piwa - Jasne, brzmi głupio, sam nie do końca w to wierzę, ale już nie wiem, co mam robić. Podobno już po zaledwie dwóch tygodniach jest widoczna poprawa, to co mam do stracenia? Nic. - westchnął zrezygnowany - No przecież nie oddam go do schroniska tylko dlatego, że nasrał na podłogę, jak jakiś pies...

Pan Właściciel był kawalerem w średnim wieku, raczej zadbanym, dobrze ubranym. Na co dzień pracował jako kontroler lotów. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak ciężki jest to zawód, większość ludzi nie potrafi zrozumieć, jak odpowiedzialna i stresująca może być siedząca praca przed komputerem. Pan Właściciel wiedział - wielu jego kolegów po fachu już dawno przeszło zawał lub wylew, a on sam spodziewał się, że kiedyś może spotkać to również i jego. Owszem, obawiał się, ale z drugiej strony podchodził do tego z trochę pozytywnym nastawieniem, bo zawsze byłaby to jakaś odmiana - odkąd odeszła żona, w jego życie powoli wkradała się monotonia, praca, dom, praca, dom, czasem dla odmiany wpadał do swojej ulubionej knajpy, gdzie z kolegami, panem Kolegą Pierwszym oraz panem Kolegą Drugim, przy kuflu, szklance lub kieliszku rozmawiali na przeróżne tematy, dzielili się problemami i radzili nawzajem.

Pies... Pies był od zawsze - i to dosłownie, pan Właściciel nawet nie pamiętał, żeby go kupował, dostał, czy przygarniał, Po prostu go od zawsze miał, a pies od zawsze był, pies był jego psem, a pan Właściciel - jego właścicielem. Tak było od początku, stan zastany, nierozłączny duet, jak Flip i Flap, Bolek i Lolek albo Chip i Dale. Nawet, gdy odeszła żona, nie rozpaczał jakoś szczególnie, dość szybko dotarło do niego, że z psem dogaduje się niewiele gorzej - poza sraniem na dywan. I właśnie sranie na dywan było między innymi tematem dzisiejszego spotkania, gdy okazało się, że jeden z kolegów pana Właściciela ma podobny problem.

- Może coś w tym jest, jak ten durny kundel jeszcze raz się zesra, to sam spróbuję, bo już nie mam siły do niego. Ani prośbą, ani groźbą... - westchnął w odpowiedzi pan Kolega Pierwszy - Ostatnio wstałem w nocy po coś do picia i okazało się, że mi nasrał koło łóżka. Jak wdepnąłem bosą nogą, to myślałem, że się porzygam...
- Ty myślałeś, że się porzygasz? Trzeba było zobaczyć moją sąsiadkę, jest tak tłusta, że gdyby jakimś cudem trafiła do Playboya, to wydrukowaliby ją w dwóch numerach, bo w jednym by się nie zmieściła - wtrącił się pan Kolega Drugi.
- Ech... - ciężko wypuścił z siebie powietrze poirytowany pan Właściciel - my tu mamy poważny problem, a nie... - próbował wrócić dyskusję na właściwy tor, ale pan Kolega Drugi pozostawał niewzruszony.
- A jeszcze te jej pazury, Chryste. Ma tak długie szpony, że ostatnio jak sobie waliła palcówę w czasie ciąży, to niechcący zrobiła skrobankę, jak wyciera dupę po sraniu, to pod paznokciami ma pewnie... brrrr - pan Kolega Drugi na samą myśl tak się wzdrygnął, że wylał na siebie, na stół oraz na pana Kolegę Pierwszego talerz ogórkowej, na co pan Kolega Pierwszy wstał i oznajmił, że musi iść.
- Muszę iść.

I poszedł.

Po chwili lokal opuścił również pan Kolega Drugi, a Pan Właściciel nie wyszedł, tylko został sam. Nie miał nic naprzeciw, właściwie to czasem nawet lubił posiedzieć i wypić piwo w samotności, oswajał się w ten sposób z nadchodzącą starością i związaną z nią nieuchronną samotnością, tą już nie z wyboru.

Dopił piwo, popatrzył jeszcze chwilę rozmarzonym wzrokiem na kobietę na końcu lokalu, po czym zebrał się i ruszył w stronę wyjścia. Ale... właściwie czemu nie spróbować? Wziął głeboki wdech dla dodania odwagi, podszedł i powiedział:

- Co taka kobieta, jak ty, robi w takim miejscu, jak to?
- Pracuję tutaj - odpowiedziała Barmanka. - A pan... pan na pewno jest panem Właścicielem.
- Przejdźmy na "ty".
- Dobrze, Właścicielu.
- Dasz się zaprosić na drinka?
- Dam się.
- Świetnie. O której kończysz?
- Dziś kończę bardzo późno, aaaale.... mamy mały ruch, więc może po prostu poczekasz ze mną, a potem... zobaczymy?
- Doskonale! - pan Właściciel nie krył zadowolenia.
- To usiądź może tutaj - zaraz do ciebie wrócę, tylko zajmę się tym stolikiem w rogu.

Pan Właściciel usiadł i czekał cierpliwie, a ona wróciła.

- Wybacz, że musiałeś tyle czekać. Jakaś fleja rozlała ogórkową na stół i musiałam to posprzątać...

Pan Właściciel odchrząknął tylko i czym prędzej spróbował odciągnąć uwagę od siebie i swoich kolegów.

- A przy okazji - opowiadałem ci historię o człowieku, który cały dzień nosił ogórka w dupie, żeby potem zrobić z niego mizerię dla swojej matki?
- Nie, przecież dopiero co się poznaliśmy - zaśmiała się Barmanka.
- Racja! No, to słuchaj. Był raz taki człowiek, który cały dzień nosił ogórka w dupie, żeby potem zrobić z niego mizerię dla swojej matki.
- Boże... dlaczego?
- Bo mógł. Wyobraź sobie życiową tragedię. Jego ojciec był pedofilem, wielokrotnie siedział za majty, a on sam był tak brzydki, że rodzony ojciec wolał gwałcić dziecko sąsiadów, niż własnego syna. Całą nienawiść przerzucił na matkę, uważał, że to po niej jest taki brzydki, nienawidził jej za to, że wydała go na świat. Mało tego. Była dla niego wyjątkowo okrutna, za złe oceny siadała mu na twarzy albo kucała na środku pokoju i mówiła "a teraz patrz, jak matka sra". To wpłynęło potem na jego relacje z kobietami, żadna go nie chciała, on sam też się nimi trochę brzydził.
- To okropne! Ale w sumie ja też nie miałam szczęścia w miłości, moje życie było dość... barwne. Niedawno się rozwiodłam, wszystkie poprzednie znajomości też jakoś poumierały, a trochę ich było - dziewictwo straciłam z Arabem, potem byłam z bokserem...
- W sensie najpierw koń, potem pies?
- Tak.
- A to zabawne, bo ja ze swoim psem mam teraz taki problem, że mi ciągle sra na dywan. Za karę robię mu bukkake.
- Podobasz mi się. - Barmanka patrzyła na pana Właściciela z błyskiem z oku.
- A więc mój sposób na kobietę jednak działa.
- Jaki to sposób?
- Smaruję się spermą za uszami.
- Wiedziałam, że to znajomy zapach...
- Tak? To czyja to sperma?
- ... po prostu znajomy. Czym się zajmujesz?
- Jestem kontrolerem lotów. Przyznaję, całkiem dobra praca, lubię ją, na zarobki też nie mogę narzekać, aaaaale... czasem chciałbym spróbować czegoś nowego... - pan Właściciel przeciągnął zdanie.
- I jakieś pomysły?
- Na przykład mam takie marzenie, żeby się zapocić jak świnia, zrobić dwadzieścia kilometrów na rowerze albo cały dzień kopać rowy, a potem wpaść do domu, zwyzywać dziewczynę od kurew i zgwałcić ją w usta. Tak wiesz, wpadam, walę w ryj, staję na stopie, jak na takim guziku od kosza w biurze, i mówię „ty kurwo, otwieraj mordę jak śmietnik, będę się spuszczał!”.
- O tak? - zapytała Barmanka, otwierając usta najszerzej, jak to możliwe. Chociaż już i tak przez sam fakt bycia kobietą wyglądała trochę jak śmietnik, to dla lepszego efektu wsypała w siebie jeszcze zawartość popielniczki.
- Doskonale! - odpowiedział pan Właściciel z błyskiem w oku, takim samym, jak Barmanka chwilę wcześniej.
- Aż zgłodniałam z tego wszystkiego - powiedziała Barmanka, wypluwając resztki popiołu i petów na stół.
- Świetny pomysł! Znasz to miejsce, to pewnie wiesz, czego lepiej nie jeść?
- Na twoim miejscu nie brałabym ryby.
- Dlaczego?
- Tak naprawdę to kurczak, którym kucharka wytarła sobie cipsko.
- Teraz rozumiem tę podejrzanie niską cenę... Kaszanka?
- Wiesz, z czego robi się kaszankę?
- Krew z kaszą wymieszana we flaku?
- Dokładnie. Z tym, że u nas nie ma flaka, po prostu kucharka wpycha sobie kaszę w krocze podczas okresu. Spójrz, jest dostępna tylko w menu sezonowym, raz na miesiąc.
- Błe. Omlette du fromage?
- Lepiej nie. Ale z francuskich na pewno możesz śmiało zamowić mule, o ile lubisz - nie każdemu pasują, ale za to z nimi wszystko jest w porządku.
- Nie wiem, czy lubię, ale to chyba dobry dzień, żeby spróbować - pan Właściciel był pełen entuzjazmu.
- Poczekaj, skoczę do kuchni i załatwię, żeby na pewno wszystko było takie, jak powinno.
- To skoro już tam idziesz, to przynieś jeszcze, proszę, butelkę wina - będzie nam się lepiej siedziało. To znaczy JESZCZE lepiej - poprawił się natychmiast pan Właściciel. - Tylko zamiast kieliszków daj może coś większego, jakieś kubki czy szklanki - nie lubię się rozdrabniać i ciągle dolewać.
- Mogą być pokale?
- Idealnie!

Barmanka zniknęła za drzwiami kuchni i wróciła po kilku minutach z butelką wina. Pan Właściciel spojrzał kilka razy, to na stół, to na nią, zamrugał, i w końcu zapytał:

- Co to jest?
- No pojemniki po kale, byłam wczoraj na badaniach, jeszcze nie zdążyłam umyć.
- Miałem na myśli takie szklanki na piwo...
- Ech, wybacz, jestem padnięta i nie myślę, ledwo kontaktuję...
- Ciężki okres?
- Ja już nie miewam okresów...

I znów zniknęła w kuchni. Nie było jej dłużej, niż ostatnio, ale tym razem oprócz - już właściwych - naczyń, przyniosła również jedzenie. Właściciel miał mieszane uczucia - mule smakowały jak przerośnięte łechtaczki wytarzane w błocie, ale nie chciał sprawiać przykrości Barmance.

- I jak? Smakuje?
- Doskonałe! - skłamał - Tak dobre, że aż wstyd byłoby je wysrać. Będę je trzymał w sobie tak długo, jak to możliwe!
- Powiedz mi, mój Właścicielu... Co taki facet, jak ty, robi w takim miejscu, jak to?
- Dobre pytanie. Lubię to miejsce, chociaż nie wiem czemu. Często tu wpadam z kolegami, żeby jakoś spędzić czas pomiędzy pracą, a domem. Właściwie to aż dziwne, że nigdy wcześniej cię nie widziałem. Pracujesz tu od niedawna?
- I tak, i nie. W samym lokalu od kilku lat, ale wcześniej robiłam na kuchni. Jakiś czas temu przenieśli mnie na salę, bo po wycięciu macicy nie byłam już w stanie robić kaszanki.
- Wycięciu macicy?
- Cóż... mówiłam ci, że moje życie było dość burzliwe. Byłam w ciąży, ale poroniłam i potrzebna była operacja, gdy mąż spuścił mi wpierdol...
- Boże... - powiedział pan Właściciel, zakrywając usta dłonią.
- Jezu, przepraszam. - powiedziała Barmanka, zakrywając usta dłonią - Normalnie to nawet nie przeklinam, ale naprawdę trudno nazwać to pobiciem. To był naprawdę solidny wpierdol, gdybym miała oceniać z boku, to same piątki, naprawdę wiedział, co robi. Zresztą założyli mu po tym niebieską kartę. Połamał mi nogi, oblał głowę wrzątkiem, zrzucił mnie ze schodów, zgwałcił... - Barmanka zaczęła wyliczać na palcach lewej ręki.
- Chryste... - powiedział pan Właściciel, zakrywając usta dłonią.
- ...a po wszystkim, jak gdyby nigdy nic - włączył film.

Na tym palce do liczenia się skończyły. Dopiero teraz pan Właściciel zauważył, że wyglądały jak obcięte, a następnie ponownie przyszyte do dłoni. Barmanka zauważyła, że zauważył, i szybko schowała ręce pod stół. Wolał nie pytać.

- Jaki film?
- Komedię romantyczną. Jest pierdolonym złamasem, nienawidzę go i życzę mu raka. Raz go spotkałam i mało się nie porzygałam. Przez niego nabawiłam się stanów lękowych.
- Oj tak, wiem coś o tym. Ja na przykład panicznie boję się, że się zesram przez sen, gdy śpię u kobiety w domu.
- Nie przesadzaj. Jeśli nawet, to kołdrę zawsze można wyprać, a ja? Przez moje złe wybory już nigdy nie będę miała dziecka, przecież nowej macicy mi nie wstawią...
- Może nie do końca, ale wydaje mi się, że trochę rozumiem twój problem.
- Naprawdę?
- Tak, mój syn miałby dziś cztery lata...
- Matko... - powiedziała Barmanka, zakrywając usta dłonią.
- Nie no, bez przesady. Zapłodniłem swoją dziewczynę tylko po to, żeby wyciągnąć ją na wczasy. Wiesz, taki leniuch, wiecznie by tylko siedziała w domu, a na Słowacji są tanie kliniki aborcyjne. Niestety, zabrakło nam paliwa i dojechaliśmy tylko do Poronina.

Na te słowa Barmanka uniosła się nieco.

- Jak możesz wyrażać się w taki sposób? Jak możesz tak lekceważąco podchodzić do tematu aborcji, do śmierci własnego dziecka?!
- Och, bo to u nas taka trochę jakby tradycja rodzinna. Sam jestem po siedmiu aborcjach
- Co za bzdury opowiadasz, przecież ty jesteś mężczyzną, ty nie możesz być w ciąży!

Teraz to naprawdę się wzburzyła.

- Nie no, źle mnie zrozumiałaś, matka próbowała się mnie pozbyć, ale byłem twardszy niż zakładała, nie dałem się i musiała mnie urodzić. Nienawidziła mnie od samego początku, kiedyś mi nawet powiedziała, że musiała mnie rodzić po pijaku, "nie dało się ciebie nawet urodzić na trzeźwo, myślałam, że się porzygam jak tylko zobaczyłam cię na pierwszym USG". Zresztą po tym wszystkim amputowała sobie krocze, żeby już nigdy więcej nie móc zajść w ciążę.

Wiedział już, że udało się, wiedział, że tym ostatnim wyznaniem ją zdobył. Wziął ją na litość i już wiedział, jakie będzie jej następne pytanie.

- Idziemy do mnie? - zapytała tak, jak przewidział - Sprawdźmy te twoje „lęki” - dodała.

Gdy tylko wyszli na zewnątrz, od razu dało się odczuć chłód nadchodzącej zimy. Pan Właściciel odruchowo zanucił w myślach piosenkę, którą kiedyś usłyszał, choć nie pamiętał, gdzie:

zima, kurwa, coś do komina
trzeba naruchać, bo pizga...

...i zatrzymał pierwszą przejeżdżającą taksówkę. Jeszcze zanim wsiadł, zobaczył przez szybę koraliki na fotelach i wiedział, czego się spodziewać. Nie pomylił się - w środku śmierdziało piardami i wodą kolońską. Stare, śmierdzące fotele, ze starymi, śmierdzącymi kierowcami, którzy siedzą cały dzień w tych swoich samochodach, pierdzą w fotele i sami już nie czują tego smrodu, ale na wszelki wypadek z każdym kolejnym piardem oblewają się tanią wodą kolońską, żeby nikt, nigdy nie pomyślał, że ktokolwiek, kiedykolwiek mógł się tu spierdzieć. "Zapach taksówki", tak to nazywał. Piardy z wodą kolońską. Tak.

W mieszkaniu panował taki syf, że musiał pierdzieć, by mieć świeże powietrze do oddychania. Zaczynał rozumieć taksówkarzy. Nie zdążył jeszcze zdjąć butów, gdy Barmanka zdjęła bluzkę i stanik, a jej bujne cyce rozwinęły się po podłodze, niczym czerwone dywany w Hollywood.

- Wreszcie! - odetchnęła z ulgą. - Nie znoszę staników, ale nie mam wyjścia. Raz poszłam bez stanika do klubu i nie mogłam tańczyć, bo mi się cyce w obcasy wkręcały.

Właściciel uznał, że dość się już dziś narozmawiali i bez słowa przeszedł do działania. Najpierw włożył jej do cipy palec - ale nie swój, tylko taki znaleziony w bramie. Początkowo chciał dać go psu, ale w tej chwili to ona była najważniejsza. Nie był zachwycony, bo chociaż jego penis był nabrzmiały, niczym torebka rozgotowanego ryżu, to w jej cipie było więcej miejsca, niż w całym mieszkaniu, a nie goliła się tak dawno, że czuł się jakby ruchał druciak, owłosiona była chyba nawet w środku. Z drugiej strony nie przeszkadzało mu to - prywatnie i tak uważał seks za przereklamowany, kojarzył mu się z mieszaniem cementu w betoniarce, więc żeby mieć to za sobą, skończył najszybciej, jak potrafił.

Leżeli w milczeniu, ona wpatrzona w niego, a on z uśmiechem wpatrzony w sufit.

- Nad czym myślisz?
- Uświadomiłem sobie, jak dawno nie budziłem się koło kobiety...
- Jeśli chcesz, to możesz tu zostać i obudzić się jutro... - delikatnie pocałowała go w policzek.
- Wiem... Właśnie dlatego się uśmiecham.

Coś jednak nie dawało mu spokoju. Oczywiście, cieszył się na myśl, że życie zrobiło mu taką niespodziankę, ale w jego głowie wciąż rozbijały się koszmarne myśli. Czuł, że trzymanie muli jak najdłużej było złym pomysłem, wiedział, że jeśli uśnie, to właśnie dziś spełnią się jego najgorsze obawy. Nie wiedział, czy problem faktycznie istnieje, czy może go sobie wmawia, wiedział, że jutro może tego żałować, ale jego lęki były silniejsze, niż on sam. Emocje wzięły górę, zerwał się z łóżka i oznajmił, że musi iść.

- Muszę iść.

I poszedł.

Już w taksówce wiedział, że podjął dobrą decyzję, czuł, że jeszcze chwila, a mule, które z niego wylecą, na pewno nie będą z perłami. Koniec był tak bliski, że spodnie rozpiął jeszcze w windzie, a gdy walczył z zamkiem w drzwiach, zjechały mu do kostek - nawet tego nie zauważył, gdy wpadł do mieszkania i biegiem ruszył w stronę toalety. Nie dobiegł. Zaplątał się w nogawki, przewrócił i uderzył głową o szafkę. Zanim stracił przytomność, zdążył tylko poczuć, jak mule w sosie winno-śmietankowym wylewają się z niego prosto na dywan.

Gdy otworzył oczy, zobaczył własnego psa w towarzystwie kilku burków z okolicy. Jednego nawet kojarzył - pies sąsiada, któremu kiedyś dla zabawy wybił kamieniem oko. Nie od razu zorientował się w sytuacji, minęła dłuższa chwila, nim zrozumiał, co się dzieje. On sam był związany, leżał na podłodze, a psy stały wokół niego na dwóch łapach i masturbowały się wzajemnie. Gdy poczuł pierwszy wystrzał psiego nasienia na twarzy, zrozumiał, że to psie bukkake to kara za osranie dywanu.

Zła karma zawsze wraca.

Komentarze

Nikt jeszcze nie napisał komentarza - możesz być pierwszy.

Jeśli chcesz, możesz wystawić ocenę

Lajkuj, bądź na bieżąco: Attention Whore na Facebooku

wróć na górę ^