Blog

Uwaga, uwaga! Widzę po statystykach, jak sracie na okoliczne działy, więc przypominam, że mój blog, to nie tylko blog - to również kącik filmowy, kącik muzyczny, rysowanki, a teraz jeszcze facefuck. Wszystko dostępne zarówno z nawigacji, jak i z tego miejsca, co na nie właśnie patrzycie (dopóki go nie usunę).

T, jak ...

Data dodania: Piątek, 4 grudnia 2015, 05:45

Jakiś czas temu, zafascynowany filmem "Abecadło Śmierci", postanowiłem zrobić coś podobnego, tylko w formie pisanej. Tak zaczął powstawać zbiór opowiadań, który roboczo nazwałem "Zwyrolfabet" (od zwyrolstwa i alfabetu, gdyby ktoś nie wiedział).

Niestety - seria może powstawać bardzo długo albo nawet nie zostać ukończona nigdy, bo kiedy próbuję robić coś z konkretnymi założeniami, to wychodzi chujowo, sztucznie albo wcale, więc pewnie skończy się na "P, jak Prokrastynacja", bo tytuły są, zarysy fabuł też, tylko tak jakby brakuje reszty, która się jakoś sama zrobić nie chce.

Przed wami opowiadanie na literę "T". Długo zastanawiałem się nad jego publikacją, bo moim zdaniem jest oczywiście najlepsze ze wszystkich, które napisałem (czytaj: to jedyne opowiadanie, jakie napisałem), ale jego odbiór wśród znajomych był tak różny, że nabrałem obaw, czy po publikacji ja i mój blog nie przestaniemy być traktowani poważnie, a następna moja praca nie zostanie opublikowana na oddziale psychiatrycznym w gablocie "prace naszych pacjentów".

T, jak Telewizor (jeden dzień z życia szarego człowieka)

Była dopiero dziewiąta rano. On, popijając kawę, patrzył w dal przez brudną szybę, poprzecinaną smugami brudu i zaciekami z płynu sprzątaczki. Lubił patrzeć na wschodzące słońce, przypominało mu dzieciństwo. Zamyślił się przez chwilę i przystąpił do codziennych zajęć.

- Ech, ta rutyna dnia codziennego. Potrzebuję zmian. – pomyślał i westchnął lekko.

Ucałował obrazek ze swoim ulubionym świętym papieżem i poszedł na zaplecze, by wyskrobać z podeszwy resztki psiej kupy, w którą wdepnął przed pracą. W zasadzie to nawet lubił zapach psiej kupy, przypominał mu zapach ciasta, które regularnie w co drugi weekend przywoziła mu babcia. Zanim zmarła, oczywiście, potem musiał po nie jeździć sam. (po "poszedł na zaplecze" ten gimbusiarski akapit do wyjebania - przyp. red.)

Był higienicznym pedantem, umył więc starannie ręce, a następnie delikatnie otworzył skalpelem swoją jamę brzuszną. Chwilę pogrzebał w środku dla oswojenia z sytuacją nieśmiałych bebechów, po czym wyciągnął na wierzch dość długi odcinek jelita, przeciął je nożyczkami i jedną, zbędną w tej chwili część, schował z powrotem do środka. Polizał końcówkę, by nadać połysku, i wsunął sobie do odbytu.

Lubił masturbować się swoim jelitem, zawsze wtedy przychodziły mu do głowy najlepsze pomysły i fantazje, przypominał mu się rodzinny dom. Pobudzało go to i relaksowało zarazem. Czuł się wtedy jak zawieszony gdzieś w przestrzeni poza własnym ciałem, postrzegał inaczej walory otaczającego go świata, rozwijała się jego percepcja.

- Tak, pora zacząć działać męsko i stanowczo. Dziś wreszcie to zrobię! - powiedział do siebie w myślach, drżąc lekko, gdy końcówka jelita rozszerzyła jego zwieracz i wślizgnęła się do środka gładko, niczym łyżwiarz sunący po idealnie gładkiej tafli lodu. Zmrużył oczy, przygryzł koniec języka i cicho pomrukując z rozkoszy suwał ręką w przód i w tył. Był blisko, czuł że zaraz będzie krzyczał z podniecenia. Wokół roznosił się rozkoszny zapach porannej kawy i kału, którego resztki wypadły z jelita na terakotę.

- Dzień dobry! - kobiecy głos rozległ się po całym pomieszczeniu, przerywając ciszę słonecznego poranka.
- Niech to szlag! - zaklął w duchu – Akurat teraz?

Młoda, zjawiskowa blondyna z niezłym bufetem stała tuż przed ladą. Bez widocznej nadwagi, dokładnie taka, jakie lubił, do tego z widocznym nowotworem gałki ocznej. Piękny, dorodny nowotwór. Widać, że niedługo będą przerzuty.

Po jej minie dało się poznać, że jest trochę zmieszana. Nic dziwnego, już któryś raz z kolei zapomniał umieścić wywieszkę „zamknięte” i dał się przyłapać w niedwuznacznej sytuacji. Najbardziej go martwiło, że tym razem się nie wywinie i prawdopodobnie będzie musiał szukać nowej pracy. Już raz go przyłapali w trakcie masturbacji na stanowisku, wtedy ze stresu wytrysnął do gabloty z szynką. Do dziś to pamięta, w ramach zadośćuczynienia musiał własnoręcznie myć cały towar w wannie na zapleczu i warunkowo dali mu drugą szansę. Nie lubił zapachu szynki ze spermą.

- Co… co pan robi? - zapytała nieśmiało.

Bezradnie wypuścił jelito z ręki. Bezwładnie, niczym penis emeryta, opadło na podłogę, wyciągając za sobą z jamy brzusznej jeszcze kilkanaście centymetrów. Był trochę poirytowany i bez zastanowienia powiedział pierwsze, co przyszło mu do głowy.

- Masturbuję się jelitem, proszę pani. Czym mogę służyć?

Dziewczyna nie odpowiedziała. Tępym wzrokiem patrzyła na jego dziurę w brzuchu, z której powoli sączyła się krew, a gdyby spojrzeć pod odpowiednim kątem, można było dostrzec nawet kawałek podniszczonej alkoholem wątroby. Próbował zachować zimną krew i udawać, że nic się nie stało. Wiedział, że i tak nie ma wyjścia, i musi liczyć na sprzyjający los.

- Proszę pani? Co podać? - powtórzył, tym razem trochę głośniej.

Zareagowała. Potrząsnęła głową, żeby szybciej przyswoić to, co zobaczyła i otrząsnąć się z szoku, po czym podeszła do półki z pieczywem. Wybrała trzy kajzerki. Świeże. Lubiła świeże kajzerki.

- Poproszę jeszcze mleko i kilogram ogórków. Chude mleko i duże ogórki. Lubię duże ogórki.

Piękny głos. Sięgnął do lodówki i wyciągnął najładniejszy karton mleka, jaki miał na stanie. Chciał się pokazać od najlepszej strony.

- Pięć osiemdziesiąt.

Sięgnęła do swojej damskiej torebki, takiej na wzór Syreny Jantor z czasów „Telegramu miłości”. Chwilę zajęło jej znalezienie portmonetki pomiędzy stertą babskich gratów i kosmetyków, ale udało się. Po chwili namysłu wyjęła 10zł i z uśmiechem podała mu pieniądze do ręki. Zdziwił się, że nie położyła na ladzie, jak wszyscy. Polubił ją, nie gardziła nim.

Gdy cofała już rękę, niby przypadkiem musnęła jego wciąż zwisające jelito. Tak zajął się pracą, że zupełnie o nim zapomniał, nawet nie zwrócił uwagi, gdy przydepnął je w drodze do lodówki. Zdziwił się trochę tym dotykiem, gdyż wcześniej nikt go tak nie dotykał, ale nie oponował. Lubił ten dotyk. Delikatnie, jak jedwab, prawie niezauważalnie się uśmiechnął. Miał nadzieję, że nie zauważy, nie chciał wyjść w jej pięknych oczach na zboczeńca. Ale zauważyła.

Zachęcona tym nabrała odwagi i już nieco pewniejszym ruchem złapała jelito pełną dłonią. Miała gładkie, zadbane dłonie, miłe w dotyku. Lubił je. Przesunęła po jelicie kilka razy w jedną i drugą stronę, po czym przyklęknęła i zaczęła je ssać namiętnie. Cicho jęknął z rozkoszy. Wyssała resztki wczorajszej kolacji i zaczęła lekko podgryzać końcówkę. Widział kątem oka, że dwóch czy trzech klientów zajrzało po pieczywo, ale już go to nie interesowało.

- Niech się obsłużą sami, w takim momencie może tu przyjść nawet mój ulubiony papież z obrazka. – myślał wsuwając jej swoje jelito głęboko do przełyku. Raz się zagalopował, wsunął tak głęboko, że aż poczuł kwasy żołądkowe. Sytuacja, w której się znalazł, sprawiła, że poczuł się pewniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Znów wrócił myślami do porannych postanowień.

- Tak, dzisiaj to zrobię...

Prawie szalał z ekstazy. Nie chciał pozostać dłużny, chciał odwzajemnić pieszczoty. Złapał ją za włosy i szarpnął do góry. W ręku została mu kępka włosów wraz z kawałkiem skóry, lecz mimo to wstała. Rozumieli się bez słów. To była szalona miłość od pierwszego wejrzenia. Z lekko krwawiącą łysiną wyglądała nawet ładniej, niż kiedy zobaczył ją pierwszy raz. Poczuł, jak zwisające jelito delikatnie mu się napręża pod wpływem rosnącego uczucia. Był prawie pewien, że to legendarne motylki, o których wiele razy słyszał w romantycznych telenowelach z Brazylii.

Uśmiechnęła się słodko. W odpowiedzi przyssał się do jej nowotworu oka i ssał go gorąco. Czuł jak gałka oczna rozpływa mu się w ustach, a delikatne nowotworowe komórki łaskoczą jego podniebienie i język. W końcu guz pękł z cichym pyknięciem, niczym dziecięcy balonik z helem. Mieszanina ropy, krwi, masy nowotworowej i galarety z gałki ocznej niczym lemoniada spływała mu strumieniem do przełyku. Czuł rozchodzące się w gardle rozkoszne ciepło i słodycz. Podniecony jedną ręką trzymał się za krocze, drugą wsuwał sobie do odbytu butelkę z moczem, którą rano przyniósł z domu. Wylizał dokładnie jej oczodół i spocony odsunął się na chwilę.

Uderzył ją łokciem w twarz, w brzuch i kopnął w krocze. Gdy w ekstazie zgięła się w pół, poprawił kolanem w nos, a dla pewności przyłożył pięścią w tył głowy, żeby nie wierzgała. Nie wierzgała. Rzucił ją na ladę, po czym nożycami ogrodowymi obciął jej nabrzmiałe miłością sutki i dla zwiększenia doznań włożył je do swojego penisa. Odwrócił ją, położył brzuchem na ladzie i zarzucił jej błękitną sukienkę na plecy. Delikatnie polizał okolice rubasznych otworów, po czym wszedł w nią jak Pan Tadeusz w Zosię.

Kochał się z nią na środku sklepu, nie zwracając uwagi na otoczenie ani współpracowników, którzy zaabsorbowani dźwiękami i zapachem z jelit przyszli z sąsiednich działów i z zaciekawieniem obserwowali rozwój wydarzeń, masturbując się wzajemnie. Ale nie kochał się z nią tak zwyczajnie, z miłością, o której nauczał go Jezus i papieżowie. Mówiąc wulgarnie - zwyczajnie ruchał ją w dupę, ordynarnie i bez ceregieli, jak szmatę. Przez chwilę dało się słyszeć cichy dźwięk pękającego zwieracza, potem był już tylko szum kutasa ocierającego się o ścianki odbytu i oklaski publiczności.

Przy którymś pchnięciu wyciągnął na penisie skórkę od pomidora. Spodobała mu się, więc polizał ją, by się upewnić czy jeszcze świeża. Była świeża. Przełożył ją na półkę z warzywami w dziale z używanym jedzeniem, po czym znowu się rozmarzył.

- Dzisiaj to zrobię! Tak! Dzisiaj to zrobię! - teraz już krzyczał z podniecenia, jednocześnie pocierając jej napuchniętą łechtaczkę.

Ocknęła się. Zaczęła cicho pojękiwać, niechcący puściła bąka. On też. Wyjął z niej penisa i wytrysnął na włosy, plecy oraz pośladki. Wziął do ręki jelito i zaczął bić nim po twarzy. Gdy doszła do orgazmu, oplątał jej szyję i mocno zacisnął. Po chwili przestała oddychać, a jej ciało zwiotczało jak dziurawy materac. Gdy bezwładnie opadła na podłogę, sprawdził w jej dowodzie adres i zamówił taksówkę. Pocałował w usta na pożegnanie i kazał odwieźć do domu. Zapłacił z góry. Chyba dał nawet za dużo.

Został sam, a do końca dnia tylko trzy godziny. Jakoś zleci - pomyślał. Schował jelito, zacerował dziurę w brzuchu i rozejrzał się wokół. Sklepowa lada i podłoga nie wyglądały najlepiej, a koledzy i koleżanki się rozeszli, wracając do swoich obowiązków.

- Eh, muszę posprzątać ten burdel, bo jeszcze ktoś pójdzie na skargę...

Wziął do ręki mopa i zaczął leniwie czyścić fugi i terakotę z kału, resztek oka i jedzenia. Już kończył, gdy zauważył leżącą obok kasy reklamówkę. Z zainteresowaniem zajrzał do środka. To były jej zakupy. Widocznie zapomniała, po pracy zawiozę jej do domu - pomyślał. Nawet się ucieszył, to oznaczało, że ją jeszcze raz dziś zobaczy. Dobrze zapamiętał adres, na który kazał ją odwieźć. Leżała pod drzwiami, tak samo martwa jak wtedy, gdy się rozstawali.

- Ech, pierdolony cierpiarz, za tę kasę mógł ją chociaż wnieść do domu. - zrugał w myślach taksówkarza.

Otworzył drzwi mieszkania i wrzucił ją do środka jak worek. Za nią dorzucił torbę z zakupami, które w wyniku uderzenia rozsypały się po całej podłodze, posłał buziaka i poszedł. Na podwórzu jeszcze przez chwilę popatrzył w jej okno. Był szczęśliwy. Kochał i był kochany.

Szedł rozpromieniony ulicą, gdy znowu powróciły do niego myśli i wątpliwości, te same, które nękały go przez cały dzień. Po kilku minutach zatrzymał się koło przeszklonych drzwi sklepu RTV/AGD.

- Tak, zrobię to.

Długo się wahał. Ale przecież poświęcił na to tyle czasu. Tyle wyrzeczeń, tyle odmawiania sobie przyjemności. Tyle cierpliwości, tyle odkładania. Nie może teraz zrezygnować. Otworzył drzwi i pewnym krokiem wszedł do środka.

- Poproszę telewizor. Ten duży i drogi.

Koniec.

W głównych rolach wystąpili: on i ona.
W roli tytułowej: duży telewizor plazmowy (to stare opowiadanie).

Komentarze

  • Poniedziałek, 7 grudnia 2015 [12:26] ples

    Utonąłem w tej opowiastce. Ja pierdole jakie to jest chore!

    Ocena: 5#
Średnia ocena: 5

Jeśli chcesz, możesz wystawić ocenę

Lajkuj, bądź na bieżąco: Attention Whore na Facebooku

wróć na górę ^