Blog

Uwaga, uwaga! Widzę po statystykach, jak sracie na okoliczne działy, więc przypominam, że mój blog, to nie tylko blog - to również kącik filmowy, kącik muzyczny, rysowanki, a teraz jeszcze facefuck. Wszystko dostępne zarówno z nawigacji, jak i z tego miejsca, co na nie właśnie patrzycie (dopóki go nie usunę).

Chamstwo i prostactwo

Data dodania: Sobota, 7 listopada 2015, 02:40

Zachęcony popularnością wpisu o mojej elokwencji i błyskotliwym dowcipie, postanowiłem zrobić sequel, a żeby nie było monotematycznie, to jest też na inne tematy. Wstęp był poprzednio, kto czytał, ten wie, a kto nie, to nie, więc możemy przejść od razu do konkretów.

Liga niezwykłych dżentelmenów, część druga

Żeby nie zaczynać z grubej rury, to zacznę może od tego, że jakiś czas temu dostałem kosza. Nie jest to niczym niezwykłym, bo kosze akurat dostaję często (żeby nie powiedzieć "zawsze"), a raz dostałem nawet od kurwy (takiej z ulicy, nie mam tu na myśli nikogo konkretnego, ani nie jest to przytyk, chociaż mógłby być).

Kobiety profilaktycznie trzymają się ode mnie z daleka, prawdopodobnie dlatego, że mają taki zmysł, o którym szerzej mówi jedna pani, o tutaj, ale ja się nie poddaję, chociaż nie wiem po co, bo w relacjach damsko-męskich jestem durny jak nieszczęście i nigdy nic dobrego z tego nie wynika.

Raz mi nawet dobrze szło, bo już dostałem numer telefonu i namiary na Facebooka, ale potem spotkałem swoją wybrankę w sklepie, a że akurat byłem w koszulce z napisem "po co babę ruchać, skoro można ją napierdalać", to zostałem zablokowany, zanim zdążyłem wrócić do domu. Od tamtej pory spotyka mnie pasmo nieszczęść.

Raz na przykład zakochałem się po uszy, po czym nasłałem nowo poznanej babie kurew, że się nie odzywa, a zapomniałem, że jej tato zmarł i ma właśnie stypę, potem kilka razy dostałem kosza w taki sposób, że się nawet nie zorientowałem (mówiłem, że jestem durny).

Na przykład taka sytuacja: podchodzę do grupki kobiet, bo jedna z nich wpadła mi w oko, coś tam słodzę i pierdolę, aż tu nagle któraś zaczyna dłubać w nosie, jak wiertło na platformie wiertniczej, no tak, kurwa, głęboko, że jej prawie oko wyjebało. Nie wpadłem, że robi to celowo, żeby mnie odstraszyć, myślałem, że to tylko prostaczka, a że chciałem poznać jej koleżankę, to trzymam fason i mówię: "niech pani tego nie robi, bo to nieco obleśne", na co słyszę od mojej wybranki: "ale się dziś posrałam, mam taką srakę, że mi ze spodni wycieka, o kurwa, ale jebie". No to mówię "o, to bardzo ładnie, wcześniej byłem nieśmiały, ale teraz to naprawdę chcę się z panią umówić", a okazało się, że ona próbuje mnie spławić.

Innym razem starałem się bardzo o koleżankę kolegi, nawet coś tam chyba wychodziło, bo były przytulanki, buzi-buzi i w ogóle, no to myślę: "dobra, czas na jakiś komplement, bo jeszcze wyjdzie, że jestem cham". No i tak szukam, co powiedzieć, bo dziewczyna ładna, zgrabna, zadbana, aż w końcu patrzę prosto w oczy, i mówię: "kurwa, ale ty masz zajebisty bebech". A czemu tak? Bo miała naprawdę świetny brzuch, tylko nie wiedziałem, jak to ująć w mniej pedalskich słowach niż "ale ładny brzuszek", i wyszło, jak wyszło.

Jeszcze innym razem poznałem taką super fajną babeczkę, śliniłem się, jak głupi, i w końcu miałem swoją szansę, gdy zapytała, czy mogę jej pożyczyć atlas geograficzny, bo miałem taki zajebisty. Ja na to, że "no pewnie", przyniosłem, dałem, ona wzięła, a za kilka chwil przychodzi z jakimś papierem i mówi: "dzięki za atlas, ale tego nie potrzebuję". Patrzę na ten papier, a to prezent, który zrobiłem dla kolegi i wsadziłem w książkę, żeby się nie zniszczył, i zapomniałem - miałem zdjęcie kumpla, który sra do ogniska, tak obrzydliwie, dupą centralnie w obiektyw, złapane w pół kloca, więc mu je wydrukowałem i zrobiłem z niego (ze zdjęcia, nie z kumpla) kalendarz na ścianę, wszystko własnoręcznie (a w ogóle to zdjęcie było robione "normalnym" aparatem i wywołane u fotografa, razem z innym zdjęciami, m.in. jak nago wspinamy się na uliczną rzeźbę papieża. Wywoływacz musiał mieć niezły ubaw - gdy je odbierałem, nawet nie spytał o nazwisko, tylko wyciągnął kopertę i dał ze słowami "ładne zdjęcia z wakacji, tylko z tym papieżem trochę przegięliście").

Przy innej okazji pojechaliśmy z kolegą z nudów na parkiet, gdzie wypatrzyłem dziewczynę, która na pewno byłaby świetną kandydatką na żonę - gówniara, nachlana, jak świnia, o szóstej rano w środku tygodnia na parkiecie, w oczach pustka, we łbie szambo - no idealna. A że podobno większe wrażenie robi, jak się podrywa dupę, która nie jest sama, to wyczekałem moment i podbiłem do niej, jak siedziała z jakimś gościem:

- Dzień dobry, czy chciałaby pani zostać moją żoną, może nie dzisiaj, ale w przyszłości?
- Ta pani jest moją narzeczoną, jesteśmy zaręczeni. Prawda, kochanie?
- Nie no, poważnie pytam.
- No naprawdę jesteśmy zaręczeni.
- Człowieku, po co się wpierdalasz, jak nie z tobą rozmawiam? I tak wiem, że kłamiesz, jest na tyle duża, że na pewno potrafi odpowiedzieć sama.
- Tak, to mój narzeczony...
- Tak? To mu obciągnij.
- Co?
- No obciągnij mu, chcę to zobaczyć.

(i wyszło na moje, bo chociaż mu nie obciągnęła, to niedługo potem podeszli jej prawdziwi koledzy i kazali tamtemu wypierdalać)

Mam czasem romantyczne zrywy, przez co z jedną z moich dawnych miłości poszliśmy kiedyś na obiad do restauracji na warszawskiej Starówce (nawiasem mówiąc, to pewnej zimy przebiegłem tę samą Starówkę w samych majtkach, męskich stringach w kształcie marchewki, o takich, jak na zdjęciu). Siedzimy jak panicha w ogródku i żremy kotlety, aż tu nagle podchodzi jakiś jebany Cygan z bukietem, i zaczyna nam przeszkadzać śmierdzeniem i mówieniem:

- Może kwiatek dla pięknej pani?
- Spierdalaj, wcale nie jest taka piękna.

Dawno temu, gdy wykonywałem zlecenie dla jednego z warszawskich supermarketów, znalazłem w śmietniku za budynkiem cały karton słodyczy. Słodycze były przeterminowane zaledwie o kilka dni, więc niewiele myśląc, po prostu je sobie wziąłem. Kilka batoników dałem mamie, kilka bratu, najlepszą bombonierkę, taką od serca, dałem ówczesnej ukochanej, a resztę zjadłem sam. Wszystkim smakowało, nikt się nie posrał.

(powyższą historię już raz opowiadałem, ale tu również pasuje, tym bardziej, że mnie bardzo bawi)

Oprócz sytuacji z życia codziennego, bardzo dobrym źródłem zabawnych rozmów i anegdotek są bary, w których zawsze trafi się ktoś lub coś, co powoduje, że można wykazać się elokwencją albo ciętą ripostą, za którą powinno się dostać w pysk, ale z jakiegoś powodu się nie dostaje. Na przykład pierwszy raz w życiu ktoś zwrócił mi uwagę, że za bardzo dbam o higienę. Wchodzę sobie do barowego kibla, podchodzę do umywalki i nagle słyszę męski głos, jakiś ochroniarz, czy chuj wie kto:

- Najpierw się szcza, potem myje ręce!
- Mam tak ujebane, że nie chcę sobie chuja pobrudzić, ale jak chcesz, to możesz mi potrzymać.

W innym barowym kiblu, koedukacyjnym, czekam grzecznie w kolejce, bo wszystkie kabiny zajęte. Nagle jedna się zwalnia, a że nie reaguję, to słyszę głos, tym razem kobiecy:

- Już jest wolne, możesz wejść.
- Dzięki, ale wolę tę obok, po moim koledze mniej jebie.

A w jeszcze innym jakiś łysy koks miał straszny ubaw:

- Odkręcasz wodę łokciem, jak mój kolega, hahaha. A wiesz, że jeszcze więcej bakterii jest na przykład na takim papierze toaletowym?
- Wiem, dlatego nigdy nie wycieram dupy, tylko daję komuś do wylizania.

W barach spędzam czas nie tylko w kiblach, ale również przy stolikach i kiedy raz tak spędzałem czas poza kiblem, to kolega poszedł zamówić kolejkę. Zostałem przy stoliku sam, więc mój mózg geniusza samoczynnie skupił się na otoczeniu, no i słyszę jakieś durne babsko, które siedzi z chłopakiem i wciska mu te swoje babskie kity, w które po prostu musiałem się włączyć:

- A bo ja to już mam ugruntowane poglądy i stabilizację emocjonalną.
- Przepraszam, że się wtrącę, ale ile ty masz lat?
- Co? Czemu pytasz?
- No bo zastanawia mnie, w jakim wieku musi być kobieta, żeby móc powiedzieć, że jest ugruntowana i stabilna, kiedy wam się zaczyna w głowach układać.
- No kurwa! W łóżku nam się w głowach układa!
- Już poza łóżkiem jesteście głupie jak nieszczęście, ale w łóżku to wam się dopiero we łbach robi totalny pierdolnik.

Innym razem wyszliśmy z kolegą porozmawiać na zewnątrz, aż tu nagle podpływa do nas wieloryb w sukience i na szpilkach, w otoczeniu kilku znajomych i chłopaka, przerywa w pół zdania i zaczyna coś pierdolić. Już mi się otwiera japa, ale kolega w porę to zauważa i mówi, żebym odpuścił, bo ją zna i że jest spoko, to hamuję swoje kłusownicze zapędy i staram się spławić grzecznie:

- Daj nam spokój, rozmawiamy, a ty jesteś pijana.
- Nie jestem, mogę nawet zrobić jaskółkę.
- Przy takiej masie to nie dziwne, trudno się wypierdolić.
- Kochanie, słyszałeś, co on mi powiedział?!
- Chodźmy stąd, chuj im w dupy.
- Tobie też, grubasie.

Poniżej macie jeszcze kilka innych dobrych rozmów, które nie wymagają wprowadzenia w fabułę, a zawsze możecie sobie te teksty zapożyczyć i wykorzystać, żeby kogoś rozbawić albo poderwać. Niektóre wyrwane z kontekstu w celu dośmiesznienia i manipulacji, ale kogo to.

- Co ma znaczyć twoja koszulka (ta z napisem "ruchaj świnie i sraj", już mi się znudziła i od roku w niej nie chodzę)?
- Że lubię ruchać świnie i srać, jak chcesz, to zabiorę cię do domu i pokażę (po tym babsko poleciało na skargę do swojego chłopaka i ubaw był jeszcze większy).

- Chciałabym mieć męża.
- Weź ślub z wielorybem, będziecie sobie pożyczać ubrania.
- Myślałam, że rozmawiam z kimś, kto mnie szanuje!
- To nie ze mną.

- Co ty możesz wiedzieć o błonie dziewiczej, jak ty się już urodziłaś rozjebana.

- Mogłam iść na tę imprezę, nie musiałabym zmywać makijażu na noc.
- Ta, sam by spłynął od spermy na ryju.

- Pieprzony żydzie, jesteś tak pazerna na kasę, że dźwięk upadającej monety usłyszysz z kilometra i zapierdalasz z ryjem przy chodniku, jak ten knur, co trufli szuka.

Masz złe zdanie o dziewczynie, którą kolega przyprowadził?

- Daj sobie spokój, ta panna jest tak przerobiona, że nawet pigułka gwałtu na nią nie działa, wysrywa je w całości zanim się rozpuszczą i daje dupy na trzeźwo, połyka tylko po to, żeby nie wyszło, jaka jest łatwa.

Spotykasz na mieście kolegę z dziewczyną, przez którą kolega cię zaniedbuje?

- Dla kolegów czasu nie masz, tylko szlajasz się z tą flądrą. Ostatnio lepszą nad morzem jadłem.

Podrywa cię kobieta, przez którą absolutnie nie chcesz być podrywany?

- Wolę się przytulić do twojego brata, niż do ciebie, ładniej pachnie.

Dzwoni kolega, żeby wyciągnąć do knajpy?

*dryniu dryniu dryń*
- Yo, co robisz?
- Jestem na zakupach z matką.
- Z Natką? Jaką znowu Natką?
- Kurwa, z matką, bałwanie, taka kobieta, co się jej z pizdy wychodzi.

Zagaduje cię na ulicy naganiaczka z klubu nocnego i nie wiesz, jak się jej pozbyć?

- Dobry wieczór, panowie, zapraszam do naszego klubu!
- Nie trzeba, mam własną kurwę w domu.
- O, jezu, przepraszam...
- Nie ma za co, to nie pani wina.

(koniecznie tonem chama i gbura, inaczej nie działa, te pizdy z parasolkami nie rozumieją nawet poczwórnego "nie", dopóki się nie wydrze ryja i nie każe wypierdalać)

Czekasz w kolejce do kasy, a nagle przed ciebie wpycha się gruba locha, chociaż już i tak jesteś wkurwiony?

- Proszę pani, proszę mnie obsłużyć, bo tu jest kolejka, tylko ktoś się w nią wpierdala.
- Ja też stałam w kolejce.
- To fajnie, ale nie przede mną.
- Jak to panu tak przeszkadza, to tu jest pięć innych kolejek.
- Tylko dlaczego zajmujesz trzy naraz?

Warczy na ciebie baba w recepcji, bo dałeś jej prawo jazdy, a nie dowód, a "prawo jazdy to nie dokument"?

- Ma pani okres?
- Słucham?
- Jak się pani nie podoba praca z klientami, to niech pani zmieni pracę, a jak ma pani ciotę, to niech idzie do domu.

Do pracy przychodzi nowa kierowniczka i próbuje się zorientować, jak oceniasz wdrożenie jej pomysłu?

- Gdybym rozebrał się teraz na środku biura do naga, to zobaczyłabyś coś równie małego, jak szanse na powodzenie tego projektu.

Przyjeżdża do twojej firmy zagraniczny inwestor, który ma do wydania kilka milionów euro? Nie ma sprawy, podczas pierwszego spotkania powiedz mu prosto w twarz:

- Nie potrzebujemy cię, jestem tak samo bogaty, jak ty.

- Kurwa, mnie też stać, żeby ruchać najfajniejsze polskie dupy. Idę, nie będę rozmawiał z biedotą.

(i dla lepszego efektu koniecznie pójdź! A potem módl się, żeby dowcip bawił go tak samo, jak ciebie, żebyś nie musiał udowadniać, kto jest bogatszy, i pokrywać tych kilku baniek z własnej kieszeni)

I tak dalej, i tak dalej. A kiedyś ktoś powiedział, że jestem bucem bez poczucia humoru.

Komentarze

Nikt jeszcze nie napisał komentarza - możesz być pierwszy.

Jeśli chcesz, możesz wystawić ocenę

Lajkuj, bądź na bieżąco: Attention Whore na Facebooku

wróć na górę ^