Blog

Uwaga, uwaga! Widzę po statystykach, jak sracie na okoliczne działy, więc przypominam, że mój blog, to nie tylko blog - to również kącik filmowy, kącik muzyczny, rysowanki, a teraz jeszcze facefuck. Wszystko dostępne zarówno z nawigacji, jak i z tego miejsca, co na nie właśnie patrzycie (dopóki go nie usunę).

Jak życzyć, dawać prezenty i sprawiać radość

Data dodania: Niedziela, 8 lutego 2015, 15:16

Jako buc, cham i prostak nie składam ludziom życzeń z okazji świąt, ślubów, urodzin, śmierci czy jakichkolwiek innych, a już na pewno nie z okazji imienin, bo to okazja wyjątkowo durna. Każdy ma jakieś rocznice, każdy się kiedyś urodził, każdy kiedyś umrze i każdy ma jakoś na imię, poza tym takie na przykład urodziny są dla frajerów, którzy się starzeją, więc tym bardziej życzeń im składać nie warto. Lubię za to dawać prezenty, często nawet bez okazji, o czym się za chwilę przekonacie.

Życzeń nie składam nie tylko dlatego, że okazje są idiotyczne. Nie składam ich też dlatego, że mi się zwyczajnie nie chce, poza tym nigdy nie wiem, co powiedzieć, bo życzenia powinny być od serca, a ja mam czyjś ślub, urodziny czy imieniny po prostu w dupie. Naprawdę. O życzeniach świątecznych pisałem już kiedyś przy okazji notki o urodzinach pani bozi, więc powtarzać się nie będziemy. Kiedy ktoś upadnie na głowę i postanowi zaprosić mnie na wesele, to życzenia składa za mnie osoba towarzysząca. Na żadne-święto-imieniny mówię wprost "spierdalaj", zaś w urodziny najczęściej staram się ograniczać do niezbędnego minimum, wysyłając do osób szczególnych sms o wszystko mówiącej treści "100", do mniej szczególnych o treści "najlepszego", a resztę pierdoląc.

Może i jestem cham, ale zdecydowanie lepsze to, niż klepanie formułek i wierszyków z internetu, co uważam za żałosne, czy też silenie się na wyszukane życzenia, co uważam za sztuczne. W tym roku dostałem na przykład życzenia świąteczne od kolegi ze studiów - to bardzo fajnie, że o mnie pamiętał, ale nie dość, że mnie tymi życzeniami obudził, to jeszcze treść była tak gówniana, że mało nie rozpierdoliłem telefonu o podłogę. Trzy razy się zbierałem, żeby to gówno doczytać do końca, a żeby odpisać, nie zbierałem się w ogóle.

When na dworze biały snow,
wtedy Christmas Święta są.
Christmas tree ma bombek w bród a na stole pełno food.
Karp fish swimming in the woda, kill him będzie very szkoda.
When na niebie star zaświeci,
Santa leci to the dzieci.
I wish zdrowia dla for you, and szczęśliwy New Year too!!!

Naprawdę - wolę, żeby ktoś zamknął mordę, niż recytował mi nowy-bardzo-śmieszny-wierszyk-z-internetu. W myśl zasady "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe", tak samo zamykam mordę i pozwalam komuś świętować w spokoju, chociaż fakt, czasem zdarzy się wyjątek i poczuję świąteczno-urodzinowego ducha. Ale to nie dlatego, że kogoś lubię i mam ochotę mu życzyć - po prostu mam czasem taki kaprys, jak baba, a jak mam kaprys, to mogę złożyć życzenia komu chcę i jak chcę. Na przykład urodzinowe.

I żeby ktoś nie myślał, że jestem prostak - koleżanka ma naprawdę duże cyce, a kiedyś zrobiła mi frajdę, mówiąc, że mam grubego fiuta. Myślałem, że zrozumiem to tylko ja i ona, ale jej chłopak najwyraźniej też, bo z zachwytu wrzucił GIFa z klaskaniem.

Innym przykładem takiego życzliwego zrywu może być mój kolega, któremu z okazji urodzin wysłałem pocztówkę z Berlina. Normalnie bym tego pewnie nie zrobił, ale szwaby mają dziwne poczucie humoru i produkują pocztówki z drutami kolczastymi i czołgami, brakuje tylko pocztówek z Auschwitz i z Cyklonem B. No po prostu nie mogłem czegoś takiego nie wysłać. Warto jednak przy tym zauważyć moje poświęcenie, bo normalnie pocztówki wysyłam bez treści, a żeby nie było pusto, to w miejscu na tekst naklejam znaczek. Dla kolegi jednak zrobiłem wyjątek, bo napisałem mu "sto lat, sto lat, skurwysynu". Niestety, zdjęcia z drugiej strony nie ma, bo pocztówka nie doszła - jakiś chuj zapewne odkleił znaczek, bo przykleiłem go taśmą klejącą, gdyż szwabski klej nie chciał trzymać, mimo wielokrotnego lizania.

Takie chwile zapomnienia to jednak wyjątki. Zazwyczaj siedzę cicho, a tak samo, jak ja nie składam życzeń komuś, tak samo nie oczekuję, że ktoś złoży życzenia mnie. Większość znajomych już się nauczyła i mało kto mnie męczy w święta czy urodziny, ale na wszelki wypadek w tym roku postanowiłem uprzedzić kilka osób i z okazji moich urodzin to ja kupiłem im prezenty, żeby się ode mnie odpierdolili i dali się w spokoju zestarzeć.

Część rzeczy była raczej zwyczajna, więc nie ma co się rozpisywać, za to jednym z takich obdarowanych był kolega od niedoszłej pocztówki - dostał prezent szczególny, w ramach rekompensaty za niedojście. Chyba jest zachwycony, bo gdy tylko wrócił do domu, to podzielił się radością ze wszystkimi na Facebooku.

Paczka wyglądała tak:

A w środku było to (pełny rozmiar):

Gdybyście tylko widzieli radość w jego oczach, widok wart każdych pieniędzy. Naprawdę, mimo całej mojej nieżyczliwości, lubię kogoś czasem czymś obdarować, czasem kompletnie bez okazji, a czasem z okazją, zresztą nie bez powodu zdarzało mi się dawać prezenty moim miłościom, byłym i obecnym. Jeden z takich prezentów wspominam szczególnie ciepło.

Dawno temu, gdy wykonywałem zlecenie dla jednego z warszawskich supermarketów, znalazłem w śmietniku za budynkiem cały karton słodyczy. Słodycze były przeterminowane zaledwie o kilka dni, więc niewiele myśląc, po prostu je sobie wziąłem. Kilka batoników dałem mamie, kilka bratu, najlepszą bombonierkę, taką od serca, dałem ówczesnej ukochanej, a resztę zjadłem sam. Wszystkim smakowało, nikt się nie posrał.

Mógłbym opowiedzieć jeszcze o kilku innych podarkach, na przykład o laurce z wielkim kutasem w kształcie serca i napisem "zajebałem się w tobie na chuj", ale na dziś chyba wystarczy, bo najlepsze i tak jeszcze przed wami - powyższy wpis to nie jest ten z prezentami, o którym pisałem tutaj. Tamten jest jeszcze lepszy, a ten wyszedł przypadkiem.

Komentarze

Nikt jeszcze nie napisał komentarza - możesz być pierwszy.

Jeśli chcesz, możesz wystawić ocenę

Lajkuj, bądź na bieżąco: Attention Whore na Facebooku

wróć na górę ^